Ja jako mama bardzo przeżywałam powrót do szkoły, w końcu nie chodzili od marca.
Zdalne nauczanie dało nam w kość pod wieloma względami: po pierwsze dzieci się rozleniwiły, ja też nie byłam w stanie wytłumaczyć im wszystkiego i tak idąc teraz do szkoły na pewno mają niesamowite braki.
Do samego końca wakacji czekałam na informacje co ze szkoła, czy idą i na jakich warunkach. Warunki są ciężkie, aczkolwiek do przeżycia. Dezynfekcja, brak infekcji itd. czyli norma. Najbardziej zmartwiło mnie to, że dziecko jeśli kichnie lub zakaszle od razu jest izolowane, wzywany rodzic i kwarantanna-niby ok, ale mój syn jest alergikiem, który jest odczulany, a więc kichanie to jego regularny odruch jak np. ziewanie. Jednak dyrekcja i pedagodzy naszej placówki nie biorą pod uwagę, żadnego zaświadczenia nawet od alergologa.
To wszystko stresuje mnie i jego, bo nikt nie chciałby na tle znajomych być na cenzurowanym z podejrzeniem korony. Rozumiem, że sytuacja jest niecodzienna, że każdy uczy się funkcjonowania w takich warunkach, ale właśnie nikt tak bardzo nie ucierpiał na tym, jak właśnie dzieci.
Teraz też lepiej nie będą mieć. Nauczyciele sprawdzą ich wiedzę, bo takie są odgórne wytyczne, po zdalnym nauczaniu, jak dla mnie ok, ale są dzieci, które nie miały dostępu do internetu, czy np. nie miały sprzętu.
Zobaczymy co będzie dalej i jak długo potrwa stacjonarna nauka-oby jak najdłużęj!!!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz